Wołasz, a on i tak biegnie przed siebie.
Da się to zmienić — i nie chodzi o siłę ani o twardą rękę. Chodzi o to, żeby pies chciał iść przy Tobie i chciał wracać na Twój sygnał.
Nazywam się Jarek. Zadzwoń, opowiedz o sytuacji z psem — powiem Ci, czy i jak mogę pomóc.
Wychodzicie na spacer. Pies jest podekscytowany od pierwszych kroków — czuje zapachy, widzi coś ciekawego — i już ciągnie Cię do przodu. Ręka boli, ramię boli, a spacer, który miał być przyjemnością, zamienia się w codzienne przeciąganie liny.
Na smyczy wszystko gra. Odpinasz — i pies przestaje Cię słyszeć. Wołasz raz, drugi, coraz głośniej. On biegnie przed siebie, węszy, goni. Wraca, kiedy sam uzna, że ma na to ochotę. Ty stoisz i czekasz, licząc, że nic się nie stanie, zanim wróci.
Jeśli tak — to nie znaczy, że coś jest nie tak z Twoim psem. To znaczy, że brakuje mu na razie jasnej informacji, czego od niego oczekujesz i dlaczego miałoby mu się to opłacać.
Pies ciągnie na smyczy, bo to działa. Idzie do przodu, napiera — i dochodzi tam, gdzie chce: do zapachu, do innego psa, do trawnika. Smycz napina się, ale on i tak dociera do celu. Z jego punktu widzenia ciągnięcie się opłaca, więc robi to dalej.
Z przywołaniem jest podobnie. Poza domem świat oferuje psu więcej niż Ty — zapachy, ruch, inne zwierzęta. Jeśli powrót do Ciebie nie jest dla niego wyraźnie bardziej atrakcyjny niż to, co go właśnie zajmuje, wybiera to, co ciekawsze. Nie dlatego, że Cię ignoruje — dlatego, że nikt jeszcze nie pokazał mu, że warto wrócić.
W obu przypadkach chodzi o to samo: pies robi to, co mu się opłaca. Nie potrafi z własnej inicjatywy zrezygnować z czegoś ciekawszego tylko dlatego, że Ty tego chcesz. Żeby to zmienić, nie trzeba go silniej trzymać ani głośniej wołać — trzeba sprawić, żeby posłuchanie Ciebie było dla niego bardziej opłacalne niż to, co właśnie go zajmuje.
Luźna smycz i przywołanie nie biorą się z jednej komendy wyuczonej na pokaz. Biorą się z tego, że pies ma jasne zasady, wie czego od niego oczekujesz, i — co najważniejsze — Ty stajesz się dla niego najciekawszym punktem na spacerze, ważniejszym niż zapach czy inny pies.
Tak wygląda współpraca:
Opowiadasz mi o sytuacji z psem. Zadaję kilka pytań, sprawdzam, czy i jak mogę pomóc. Bez zobowiązań. Wspólnie decydujemy, czy zaczynamy współpracę.
Spotykamy się z Twoim psem. Sprawdzam, jak reaguje, jak się uczy, jak wygląda Wasza dotychczasowa komunikacja. Rozmawiamy o Twoich oczekiwaniach. Na tej podstawie proponuję, jak może wyglądać dalsza praca w Waszym przypadku — a Ty decydujesz, czy wdrażasz to samodzielnie, czy robimy to razem.
Pracujemy zgodnie z ustalonym planem — krok po kroku, w tempie dopasowanym do Twojego psa.
Każdy pies i każdy opiekun to inny punkt startu. Dlatego dokładny plan ustalamy po spotkaniu wstępnym — nie wcześniej.
Szkolę psy od 18 lat. Zaczynałem od rottweilera, z którym zdałem egzamin PT. Dziś pracuję ze Speedym — owczarkiem belgijskim, z którym zdałem egzamin Obedience oraz BH-VT.
To, czego uczę Twojego psa, sam codziennie stosuję z własnym. Nie jest to dla mnie teoria z kursu ani wiedza z podręcznika — to metoda, którą sprawdziłem na własnym psie, zanim zaproponuję ją Tobie.